grejpfrutowy deszcz

grejpfrutowy deszcz

 

bolało kiedy nie mogłam

z tobą dalej iść

w gorącym uścisku dwie szumiały niagary

 

za pomarańczową granicą oddalałaś się

a każdy krok

pompował zaciśnięte gardło

 

w ostatniej chwili błękit najcieplejszego spojrzenia

osiadł mgiełką

na koniuszkach uniesionych rzęs

 

potem zniknęłaś

w lotniskowym labiryncie

poplątanych języków

 

najdelikatniejsze myśli pękły

uwalniając

strugi grejpfrutowego deszczu

 

po  nocy wzeszło półsłońce

bocian świat klekocze

a ja  czekam na chwilę

co dłonie splecie warkoczem

złote latarnie – ballada dla mamy

 

ciepłe latarnie

w porcie letniego snu

ozłacają troską

drogę do domu

 

ja jestem tu

ty jesteś tam

droga daleka

księżyc ten sam

 

gwiazdy wtulone

w księżycowy szal

zasnąć nie mogę

dokucza mi dal

 

lecz gdy  zasłonię

kropelkową powieką

nie jesteś mamo

tak bardzo daleko

 

choć  jestem tu

ty jesteś tam

tak bardzo cieszę się

że ciebie mam

 

Blog na WordPress.com.

Up ↑