grejpfrutowy deszcz


grejpfrutowy deszcz

 

bolało kiedy nie mogłam

z tobą dalej iść

w gorącym uścisku dwie szumiały niagary

 

za pomarańczową granicą oddalałaś się

a każdy krok

pompował zaciśnięte gardło

 

w ostatniej chwili błękit najcieplejszego spojrzenia

osiadł mgiełką

na koniuszkach uniesionych rzęs

 

potem zniknęłaś

w lotniskowym labiryncie

poplątanych języków

 

najdelikatniejsze myśli pękły

uwalniając

strugi grejpfrutowego deszczu

 

po  nocy wzeszło półsłońce

bocian świat klekocze

a ja  czekam na chwilę

co dłonie splecie warkoczem

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: